źródło: www.pokrycki.com
Projekt Przemysława Pokryckiego dotyczący polskich obrzędów: chrztów, komunii, ślubów i pogrzebów jest dla mnie jednym z najważniejszych polskich cykli fotograficznych. Temat jest wyrazisty, emocjonujący, ważny, ciekawy, bliski każdemu (mogłabym jeszcze długo wyliczać…). Dlatego przyglądam się tym zdjęciom uważnie, a jeszcze chyba uważniej przyglądam się moim emocjom, gdy na te zdjęcia patrzę. I coś mi tutaj nie gra.
Cykl wpisuję się bardzo mocno w modną estetykę chłodnego spojrzenia, choć nawiązuje też do znanego cyklu Zofii Rydet “Zapis socjologiczny”. Główni bohaterowie i ich goście sportretowani są we wnętrzach, gdzie odbywają się uroczystości. Aparat rejestruje więc twarze, odświętne stroje i pozy, zastawione stoły, dekoracje, wreszcie wnętrza domów, restauracji, czy wynajętych sal – wszystko w sposób sugerujący pewien obiektywizm. Tacy jesteśmy, tak wyglądamy, tak świętujemy najważniejsze dni w naszym życiu.
Zadziwiający jest dla mnie wybór właśnie takiego stylu fotografowania w kontekście wybranego tematu. Na stronie Pokryckiego (www.pokrycki.com) cykl otwiera tekst Marty Aleksandry Olejnik dotyczący istoty obrzędu (niestety dostępny tylko po angielsku). Pisze ona o tym, że siła obrzędu bierze się z transcendencji i symbolicznego znaczenia. Symboliczne gesty mają siłę magiczną pozwalającą uczestnikom uroczystości przejść bezpiecznie przez ten graniczny moment, oddzielający jeden etap życia od kolejnego. Chciałabym w tych zdjęciach zobaczyć właśnie tę magię, to wyjście poza materialny wymiar wydarzenia, chciałabym zobaczyć siłę tych obrzędów. Bo mimo narzekań socjologów wydaje mi się, że w polskich obrzędach wciąż tkwi pewna moc, nawet jeśli oparta na bezrefleksyjnym powtarzaniu.
Część fotografii z tego cyklu wydaje mi się dość brutalna. Zamiast magii i siły symbolu są sztywne pozy i ogórki konserwowe. Za mało na tych zdjęciach ludzi, tego co się z nimi dzieje w tym dniu (nawet jeśli głównym ich przeżyciem jest troska, by przyjęcie się udało i by dobrze wypaść przed gośćmi), a za dużo kiczowatych dekoracji, satynowych obrusów.
źródło: www.pokrycki.com
Nie mogę przeżyć tych stołów na pierwszym planie! Wiem, że wyżerka jest ważną częścią polskiej tradycji i sama lubię z tego aspektu naszej kultury skorzystać, ale mam wrażenie, że ci ludzie ustawieni akurat w tym miejscu wypadają wyjątkowo niekorzystnie. Fotografie stają się krytyką konsumpcjonizmu. Pokazują, że kolejność w polskiej obrzędowości przedstawia się następująco: na pierwszym planie żarcie, potem ludzie, a potem, gdzieś tam w tle święty obrazek.
Na szczęście nie wszystkie zdjęcia tak wyglądają. To chyba moje ulubione:
źródło: www.pokrycki.com
Poważne ciotki i wujkowie, rozbrykane dzieciaki, refleksyjny pan z kubeczkiem, w tle główni bohaterowie: cały kadr wypełniają ludzie. Tu jest siła polskich obrzędów: rodzina, żywi ludzie, którzy widać, jakoś się tego dnia bawią: lepiej lub gorzej, ale są razem. I to jest główny temat zdjęcia, a nie te upiorne plastikowe kubki.
źródło: www.pokrycki.com
Mój problem z tymi zdjęciami jest ogólnie taki, że pokazują one głównie tzw. kulturę materialną: jedzenie na stołach, balony, kiczowate ozdoby, monstrualne torty: które w świetle lampy błyskowej jeszcze bardziej rzucają się w oczy przytłaczając kompletnie głównych bohaterów. (Dla porównania: w sekcji poświęconej pogrzebom jest kilka zdjęć przy świetle zastanym i wygląda to wszystko o wiele bardziej nastrojowo).
Styl większości zdjęć nie przystaje do tematu, chyba, że celem autora było obnażanie duchowej pustki. Chłodne spojrzenie obiektywu jest bezlitosne wobec rumianych policzków i jaskrawych napojów w plastikowych butelkach – poza tym niewiele więcej z tych obrzędów zostało. Jeszcze jako taka bronią się ci bogatsi, których stać na urządzanie gustownych przyjęć: tu formy są jakby mniej rozbuchane, przez co i treść wydarzenia ma szanse zaistnieć na zdjęciu.
źródło: www.pokrycki.com
I na koniec jeszcze kilka wczesnych zdjęć Przemysława Pokryckiego z cyklu “Żniwa”. Ogólnie wolę fotografię kolorową, ale jest w tych zdjęciach wszystko to, czego brakuje mi w cyklu o obrzędach.
źródło: www.latarnik.pl
Więcej o tym cyklu na stronie galerii Luksfera.

Rytuały powtarza się NIE bezrefleksynie, lecz powtarza się je wiernie względem wzorca dlatego, aby uobecnić sakrum właściwe dla danej sfery.
OdpowiedzUsuń na zawszeCo do zdjęć... hmm... w sumie podzielam twoją opinię. Mnie te zdjęcia nie poruszają z innego powodu. Mnie odrzuca ich fasadowość - nie widzę w nich jakiegoś nerwu krytycznego, ja nie widzę antykonsumpcjonizmu. Ja widzę fasadę. I spodziewam się, że za tą fasadą tuż tuż zobaczę widoki i sceny, jakie pokazał choćby Smarzewski w Weselu ...
W projekcie Przemysława Pokryckiego dotyczący polskich obrzędów widze konsekwencje i pomysl w dzialaniu podczas tworzenia calego materialu.
OdpowiedzUsuń na zawszePraca, ktora najbardziej Tobie sie podobala, wyglada troche jak z innego tematu. Jest jak material zrobiony dla Magnum, cos w stylu “Zniwa”. Nie znaczy, ze przez to nie pasuje do calej kompozycji, ma poprostu zdjeciem o inne dynamice.
Polskie obrzedy Pokryckiego maja podobny styl co prace Alec Soth czy Stephen Gill.
Glowna osia zdjecia jest czlowiek w otoczajacej go scenerii oraz czas. Przez czas rozumiem punkt na osi krzywej otoczenia i postaci. Czast jest momenta przeciecie gdzie powstaje obraz.
Prace tego typu powinny byc ogladane na wiekszych formatach. Odbior projektu pokazanego w małym oknie monitora spłaszcza temat. Powoduje, ze obrusy, ogorki i sodowa burzy nam całe feng shui zaprojektowane przez autora.
Daniel Ebertowski